czwartek, 29 stycznia 2015

45. Powrót do normalności..

W zasadzie na razie powrót do domu ;-) Do naszej normalności, codzienności będziemy wracać pewnie jeszcze kilka dni. Na szczęście wizytę w szpitalu mamy już za sobą. Był to dla nas bardzo stresujący czas. We wtorek gdy przyjechaliśmy do szpitala po kilku godzinach, czekaniu na kolejnych lekarzy, aneztezjologa przerwane badaniem krwi...ostatecznie okazało się że mały może z nami zostać na noc i że mamy go następnego dnia o 8 przyprowadzić. Nie powiem było to dla mnie bardzo na rękę bo niemusieliśmy się z Miśkiem stresować pobytem w szpital. W środę zebrałam z rana to moje biedne głodne dziecko (bo przed znieczuleniem ogólnym nie można jeść) i wyszłam. Akurat zaczął padać śnieg. Misiek szedł taki szczęśliwy i śpiewał "hu hu ha nasza zima zła" a matce serce się krajało że musi oddać to swoje biedne maleństwo w obce ręce. Mały poszedł grzecznie z pielęgniarką przekupiony wizją fajnych bajek. A matka poleciała z płaczem do ojca swych dzieci wypłakać się w rękaw. A potem czekanie którego nikomu nie życzę. Zawsze mam wizję że mały może się zwyczajnie nie obudzić bo przecież to znieczulenie ogólne. Zgadzając się na nie podpisujemy masę punktów mówiących o powikłaniach związanych z takim znieczuleniem.

Czekać do 13 nie wytrzymuje i namawiam M. by zadzwonił bo sama się boję. Już po.. wybudził się z narkozy i teraz śpi. Ulga jednak bądź co bądź z przejęciem. Bo przecież najlepiej miemieć dziecko przy sobie..Kolejna noc jakoś się wlecze. Rano wstaje oporządzam Niunię zjadam kanapkę w biegu i pędzę bo o 8 mają go przywieźć z sali pooperacyjnej. Otwieram drzwi oddziału i co słyszę płacz dziecka, mojego dziecka!! Przywieźli go wcześniej i płacze za mamą. Normalnie mam ochotę coś im zrobić że mnie tak oszukali. Mam wyrzuty sumienia że nie czekałam tam od 6... Ustka spierzchnięte chce mu się pić.. nie to żebym mu nie dała, dałam cały plecaczek "wyprawki". Tylko pielęgniarki wsadziły go do łóżeczka a szafeczka na której postawiły picie stała za daleko .. Zapobiegawcza matka zabrała butelkę z kaszą i całe szczęście bo mały był tal głodny że masakra. Wypił całą butelkę mleczka z kaszą zjadł 2 misie Lubisie, 2 małe rogaliki 7days które matka zabrała dla siebie ;-)  a gdy Pani przyniosła śniadanie zjadł 2,5 dużej kromki chleba i zjadł pół jogurtu. Normalnie nie mogłam uwierzyć jakie moje biedne dziecko jest głodne.

A efekt tej naszej wizyty.. można powiedzieć że zadowalający. Przyjechaliśmy sprawdzić czy zastawki nie zarosły ponownie - nie zarosly. Przewód moczowy i nerka w porządku. Jedynie pęcherz moczowy powiększony więc... niestety leczymy się dalej...i za 3 miesiące sprawdzimy.


A od jutra skoro jesteśmy zdrowi nadrabiamy spacery :-D

12 komentarzy:

  1. Twój syn jest bohaterem. Ty jesteś dzielna. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czułaś i przezywałaś przez cały ten czas. Sama myśl mnie stresuje. Wyobrażam sobie jakie to cięzkie, ale cieszę się jednocześnie, że to już za Wami. Jesteście wspaniali. Dobrze, że byłaś zapobiegawcza i wziełaś jedzonko ze sobą ;) Nie warto się złościć na siebie za coś, czego zmienić już nie można, ale wiem, że się nie da. Najważniejsze, że wszystko się udało. Ściskam Was bardzo, bardzo ciepło i mocno i życzę zdrowia i jeszcze raz zdrowia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za tyle ciepłych słów :-) Nie warto sobie wyobrażać lepiej zapomnieć ;-)

      Usuń
  2. Wspaniale, że wszystko tak dobrze się potoczyło. :)
    A pielęgniarkom należałoby się solidnie upomnienia, bo wsadzić dziecko do łóżeczka dla świętego spokoju i nie zostawić mu w zasięgu chociaż picia to karygodne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszymy z wyników badania chociaż jeszcze pozostaje ten pęcherz powiększony, ale jestem pozytywnie nastawiona. A zachowaniem pielęgniarek jestem bardzo zaskoczona bo to nie pierwsza nasza wizyta na tym oddziale i trochę je poznałam. Mam nadzieję że to przeoczenie z ich strony... Gdyby Misiek nie siedział mi na kolanach ponad godzinę to na pewno bym im coś powiedziała...

      Usuń
  3. Miło Was znów "widzieć". Dobrze, że już to szpitalne doświadczenie macie za sobą :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :-) Też się cieszymy że to już za nami i mamy nadzieję że to ostatni raz :-)

      Usuń
  4. POPIERAM! Syn to twardziel :) A apetyt ma nieziemski, dobrze, bardzo dobrze, bo wzmocni się :) ZYCZĘ duuuuuzo zdrowia :) Dzielni jesteście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :-) Mój mały bohater :-) Apetyt chyba jednorazowy bo w domu wrócił do normy... czyli mama musi kombinować co dziecko zje. :-)

      Usuń
  5. Najważniejsze, że jest wszystko w porządku i jesteście razem... i niech już tak zostanie. Zdrowia nade wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :-) Zdrówko najważniejsze , mamy nadzieję że limit chorobowy wyczerpaliśmy i wrócimy do porządku :-)

      Usuń
  6. Biedny mały chłopiec. I mama. Ale już bogatsi o nowe doświadczenie, bo w domu - to najważniejsze. Oboje jesteście najdzielniejsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzielny to tylko synek :-) Mama płakała po kątach ;-)

      Usuń

Copyright © 2014 Łobuziaki , Blogger