wtorek, 23 grudnia 2014

28. Podróże

Kto lubi jeździć z dziećmi ręka w górę!?

Nigdy nie miałam problemu z jeżdżeniem, jednak odkąd mamy maluchy różnie z tym bywa. Nie zawsze podróż należy do przyjemnych. Krótka podróż (tak do 3 godz) nigdy nie była dla nas ciężka zazwyczaj dzieci dobrze ją znosiły. Im dalej niestety tym gorzej..
Kiedyś po jednej mega ciężkiej podróży usłyszałam że na spokój w samochodzie ma wpływ faza księżyca, że gdy pełnia dzieci nie chcą spać. Słyszeliście o czymś takim?
Nie wiem jak to jest i od czego zależy ale nieraz mam ochotę po prostu wysiąść z samochodu..
W październiku przejechaliśmy całą Polskę! Od nas znad morza na Śląsk.. dzieci jak aniołki spały sobie grzecznie, no z jedną przerwą na jedzenie, która trwała może 20 min.


A przedwczoraj mimo że droga krótsza o jakieś 130 km to jakiś sajgon... zadziwiające było dla mnie to że ledwo ruszyliśmy z parkingu a dzieci spały ale co tam, myślę wstaną, nakarmię i może pójdą spać na noc. Ale niestety dzieci miały inne plany. Połowa drogi zleciała rewelacyjnie dopóki mała nie zaczęła być głodna. A jak wiadomo jak człowiek głodny to zły.. wszelkie zabawki nie pomagały i weź tu człowieku stań na autostradzie! Pod tym względem wole gorsze drogi, co kawałek stacja , jakiś parking czy miasto w którym można się zatrzymać. Ale co tam dojeżdżamy do mops-a matka w rozpędzie daje małemu gotową kanapkę i migiem robi mleko dla Niuni. dzieci najedzone, mała nawet dala radę trochę odbić. Więc po przerwie która przerodziła się w 40 min lecimy dalej. Dalej natomiast to 10 może 15 km przejechanych w histerii. Szybka decyzja stajemy! Autostrada i tak wysuszyła nam bak więc trzeba przy okazji zatankować, obok McDonald więc szybka kawka i kanapka dla rodziców ;) Na parkingu odbijamy dziecko po raz drugi. Dzieci zadowolone, wydaje się, że śpiące, trą oczka. Gotowe udało się jedziemy! Przejechaliśmy może ze 30 km i płacz małego, że boli go... pupa!!! Pierwszy raz nam się coś takiego zdarzyło, być może to przez nowy fotelik może za twardy... no więc co, znowu postój. Normalnie ręce opadały. Uratował nas śpiworek Niuni który rozłożyliśmy małemu.

Wczoraj żeby było śmieszniej mały dostal kaszel, więc szybko po syropek do apteki aby się nie rozchorował.. Niestety w nocy kaszel się rozkręcił i trzeba było szukać lekarza.. Dobrze, że babcia została w domu bo matka książeczek zapomniała i numerów pesel nie znała...

A 7.01 mamy zaplanowane badanie małego cystoskopię. Tak małe dzieci do tego badania są usypiane aby się nie poruszyły.  A żeby zostało wykonane musi być oczywiście zdrowy i odporny. 2 tyg przed ma nie chorować, więc jak w 3 dni nie przejdzie to znowu trzeba będzie odwoływać. Co tam że już 2 razy przekładaliśmy...

Więc już mam dość wyjazdu. Nie dość że zmęczona to jeszcze nie lubię chorować na wyjazdach. Za oknem zamiast pięknego białego śniegu wielka chlapa. Dekoracji świątecznych brak. Moja magia świąt gdzieś uciekła...

6 komentarzy:

  1. No nie jest łatwo. Czasem tak jest, że wszystko się przeciwstawia i zapiera. Trzeba to przetrwać. Ścisnąć zęby (jak się ma :D ) i do przodu. Wiem, łatwo się mówi. Ale cóż innego czynić, sama wiesz, że nie zawsze tak jest :) Zdrowia życzę dużo :-)) Ja marzę o śniegu!! AA! No i Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wyjścia, kiedyś musi być lepiej :D
      Wesołych Świąt i dużo śniegu :)

      Usuń
  2. Podłe jest czasem życie!! Podróże z dzieckiem to faktycznie ciężka sprawa! Życzę więc duuuuuuzo duzo zdrowia dla Was wszystkich, dużo spokoju i radości!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu najcięższe są podróże gdy jedziemy do... teściów :p

      Wesołych Świąt i również dużo zdrówka i radości :)

      Usuń
  3. A nasz Młody uwielbia jeździć i właśnie wtedy najspokojniejszy jest ;-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Łobuziaki , Blogger